Zaznacz stronę

ZUS, projekty i frustracja

Nadal siedzę w temacie ZUS-owym i rozliczeniowym dotacji. Każdy, kto kiedykolwiek wypełniał wniosek o dofinansowanie, wie, że jeśli coś można w formularzach utrudnić – na pewno będzie utrudnione. Wniosek, który zajmuje 30 stron, spokojnie dałoby się streścić na 3 – i nadal miałby tę samą wartość merytoryczną. No ale cóż, z niecierpliwością czekam, aż prosty język dotrze do urzędów.

I tak właśnie rozpoczęłam długi sierpniowy weekend – przeznaczony na dokończenie rozliczenia wniosku. Już od rana byłam podminowana na samą myśl o tym zadaniu, mimo że od czwartku stosowałam pozytywne wzmocnienia: w weekend zrobisz wniosek 2 godziny w sobotę, 2 godziny w niedzielę. A co robi Dorota, kiedy ma coś zrobić, a bardzo jej się nie chce? Wiadomo: mieszkanie wysprzątane, rodzina obwarczana, scrollowanie idzie w ruch. Racjonalizacja? Zawsze się znajdzie na nią miejsce. I już pisze jaka. Na piątkowym spotkaniu dyskutowaliśmy o tym, kiedy najlepiej publikować posty na LinkedInie. Moi rozmówcy twierdzili, że świetnie sprawdzają się święta i weekendy. Mnie się nie chce tego robić w weekendy, staram się być offline (poza pisaniem wniosków-hihihi). Zatem pisać postu nie planowałam, bo to jednak czasochłonne, a wniosek sam się nie napisze. Ale stwierdziłam: „popatrzę, co robią inni”. Może przez osmozę czegoś się dowiem, proszę państwa oto piękna racjonalizacja. Ale bądźmy szczerzy, taka nauka nie działa.

Spotkanie z przypadkiem

Zatem siedzę i scorlluję a tutaj trafiłam na wpis Klaudii Grabarczyk z Sztuka dostępna o warsztatach malowania kawą z Krzysztofem Kawałowski. Ich działania obserwuję od dawna. Pomyślałam: „dobra, dwie godziny pisania wniosku, potem obiad i pojadę na warsztat”.

Rzeczywistość: 4 godziny pisania (nieskończony), dwa razy niezapisany plik, jedno zawieszenie systemu. Excel i wnioski projektowe nigdy się nie lubiły. A co robi Dorota, gdy coś nie działa? Klasyk: klnie jak szewc i tylko koszty sprzętu powstrzymują ją przed wyrzuceniem go przez okno.

Frustracja sięgała zenitu. W głowie kołatała myśl: „powinnaś skończyć wniosek, a nie głupoty wymyślać”. I wtedy przypomniałam sobie metodę Króla Juliana:
„Teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu!”

Związałam włosy w kok, niebieską gumką, która do niczego nie pasowała – i pojechałam.

Warsztaty malowania kawą

Było nas siedmioro: Klaudia, Krzysztof i pięć osób uczestniczących. Pierwsze moje zdanie na wejściu? „Ja nie umiem malować”.
Brzmi znajomo? To jak moi klienci, którzy na sesji mówią: „ale ja nie umiem pozować”. Każda branża ma swoje teksty, które puszcza się mimo uszu. Tak jak Krzysztof twierdzi, że każdy potrafi malować, tak ja wierzę, że każdy potrafi pozować.

Dostaliśmy papier, pędzle, kawę – do malowania i do picia. Krzysztof zrobił, krótki wprowadzenie i zabraliśmy się do roboty.
Rozmawialiśmy o sztuce, poezji, interpretacji, artystach i o tym, kim w ogóle jest artysta. Był też temat ciała, ruchu, kreatywności, o grzebaniu w ziemi i potrzebie manualnych prac, spotkaniach z innymi kulturami, i co to znaczy odbierać sztukę. Piękny, czas, naprawdę piękny czas.

W pewnym momencie pomyślałam: „ej, przecież to idealne spotkanie 50kaw – kawa, ludzie, rozmowa”. Nie było zaplanowane z tą intencją, ale dlaczego nie miałoby nim być?

To były cztery spokojne, napełniające godziny. Malowanie, rozmowy, pozytywna energia. Cała frustracja zniknęła. Wychodziłam lekka i spełniona.

O motywacji i działaniu

Męczyłam Krzysztofa i Piotra Kmita (pisze poezję) pytaniami o „motywację”. Piszę w cudzysłowie, bo chodzi mi o to coś, co sprawia, że ludziom się chce działać. To jest coś, co mi chodzi po głowie od tygodnia: co sprawia, że ludziom się chce chcieć?

Dlaczego osoby z tej samej rodziny, z tego samego środowiska, tak różnie reagują? Co jest katalizatorem, że ktoś postanawia i realizuje swoje cele? Ktoś wstaje i robi, a inni siedzą na ławce z piwem.

Jak mówił Jacek Walkiewicz: jego dziadek nie „motywował się” codziennie, by wstać i dać kurom jeść. Po prostu wstawał i robił. A jednak – mógłby poleżeć. Dlaczego nie poleżał?

To samo z Michaelem Phelpsem – trenował 365 dni w roku. Nie interesują mnie medale, one są tylko efektem. Interesuje mnie, co sprawia, że codziennie chciał więcej. Wstawał i trenował, metodycznie, doprowadzając każdy ruch do perfekcji. Jasne miał predyspozycje ciała, ale to jego codzienne wybory sprawiały, że tyle osiągnął.

Wracając z warsztatów, zastanawiałam się nad sobą. Co mnie pchało, by się uczyć, poznawać, próbować żyć inaczej niż środowisko, w którym się wychowałam? Przecież też zmieniłam paradygmat mojej rolniczej rodziny od pradziadka. To nie była chęć bycia „lepszą”. To ciekawość świata. Wewnętrzny przymus eksplorowania. I moja odpowiedź była jak Krzysztofa i Piotra, od zawsze tak mam.

Chyba nie znajdę teraz tej jednej odpowiedzi. Może to zapisane w duszy, karmie, losie – nazwij, jak chcesz. Przyjmuję na razie taką wersję, że po prostu z tym się rodzimy, z tą wewnętrzną potrzebą tworzenia pomimo.

Wpadnę na inny pomysł, napiszę.

Podsumowanie

Projekt ma być drogą moich spotkań, spontanicznych i takich, jakie przyniesie życie. A sobotni warsztat malowania kawą był idealnym spotkaniem – o ludziach, o cząstkach, z których się składam z kawą w tle. Tak więc dostaje numer 3z50.

Stworzyłam 4 obrazy.
Jeden wykończył Krzysztof.
Dwa ja same.
Jeden był na próbę i testowanie pędzli, ale Krzysztof go zabrał, bo widział w nim potencjał. Czekam na niego po zmianach.
Wniosek kończyłam jeszcze w niedzielę, przez 5 godzin….. z 4 planowanych wyszło 9….

Aaa: sztuka dostępna tutaj, warsztaty jeszcze są w sierpniu i wrześniu.

Dorota


50kaw – zostańmy w kontakcie:

Ten projekt to dziennik mojej drogi.
Zostaw maila – jeżeli chcesz otrzymać informacje o nowych wpisach – nic więcej nie będę wysyłać.
Zatem! Pospacerujmy razem.