Zaznacz stronę

Na pierwszy ogień idzie Krzysztof Wacławek – zwany baristą.

To spotkanie odbyło się w grudniu, jeszcze przed świętami. Pamiętam je dobrze, bo po rozmowie poszliśmy do Empiku i kupiłam córce kartkę 3D z jej ulubionymi zwierzakami. A Krzysztof… znalazł swoją książkę na półce.

Poniższe zapiski powstały zaraz po spotkaniu.

To właśnie ten Krzysztof, o którym pisałam w pierwszym wpisie – tam, gdzie tłumaczę, po co mi to wszystko.

Dlaczego Krzysztof?
– Bo jego pomysł na 50kaw nadał strukturę mojemu myśleniu.
– I dlatego uważam, że to bardzo stosowne, by był pierwszy.

Mam w sobie wysoki poziom potrzeby sprawiedliwości – oczywiście tej mojej, wewnętrznej. Ktoś może pomyśleć: „Co to za sprawiedliwość?”. I w porządku. Uznanie, że ktoś ma inaczej, też jest dla mnie wartością.

Spotkaliśmy się w grudniowe przedpołudnie. Po dwóch deszczowych dniach niebo się rozpogodziło, więc suchą stopą mogłam dotrzeć do centrum Warszawy.
Niestety, spóźniłam się pięć minut – czego nie lubię. Ale centrum rządzi się swoimi prawami, zwłaszcza jeśli chodzi o brak miejsc parkingowych. Krążyłam w kółko 15 minut. Doceniłam za to naziemne przejścia, które wreszcie powstały – podziemia opóźniłyby mnie pewnie o kolejne pięć minut. Pamiętam, jak ponad 25 lat temu, kiedy przyjeżdżałam do stolicy, w głowie układałam sobie cały plan: jak się przemieścić podziemiami, żeby nie zgubić drogi.

Spotkaliśmy się w kawiarni – w końcu to kawą Krzysztof się zajmuje.
Wyczułam lekką nutę zdenerwowania, choć to nie było nasze pierwsze spotkanie. Może to przez aparat? A może przez świadomość, że będzie moim królikiem doświadczalnym?
A może to ja nadinterpretuję jego zachowanie?

Krzysztof opowiedział mi wiele inspirujących historii, a najbardziej zapadła mi w pamięci historia Pana który rozkręcił biznes kawowy w więzieniu. Chcecie ją poznać, zajrzycie do książki.

Co wyszło?
(Wg mojego planu i założeń opisanych wcześniej)
Samo spotkanie – a to już dużo. Uważam, że każde spotkanie z drugim człowiekiem jest inspirujące. Najwięcej uczę się od innych, kiedy poznaję ich historie. Czuję się wtedy trochę jak dziecko, które pierwszy raz czytało Dzieci z Bullerbyn.
Czytając książki, poznajemy w bezpieczny sposób poglądy innych na tematy, które bywają dla nas obce. Możemy poczuć inne emocje, zastanowić się: „A co by było, gdybym urodziła się gdzie indziej?”, „Jak by to wyglądało, gdybym podjęła inną decyzję?”.

Co nie wyszło?
Pierwsze koty za płoty. Sama też byłam lekko spięta – jak to wyjdzie? Na co zwracać uwagę? Co zapisywać, a gdzie odpuścić i po prostu być? Jak poprowadzić rozmowę, żeby była luźna, a jednocześnie intymna?

Mam plan, żeby na zakończenie całego cyklu przeprowadzić rozmowę z Krzysztofem raz jeszcze i zobaczyć, co się zmieniło – w rozmowach, we mnie, może też w nim. Mam nadzieję, że się zgodzi.

To tyle na dziś. Wypatrujcie kolejnej rozmowy.


Te spotkania to swoisty dziennik mojej drogi.
Zatem – pospacerujmy razem.
Zostaw maila – nie dostaniesz nic poza informacją, że pojawiła się nowa rozmowa.

Dorota

p.s. kilka zdjęć z naszego spotkania